fbpx

Związek na odległość

Związek na odległość

Jest to pewnego rodzaju przyczynek do rozważań na temat związków "odległościowych". Takie właśnie dotykają zarówno hetero jak i homo, więc nie widzę powodu by poniższy tekst nie mógł stanowić pożywki do dyskusji. Szczególnie gdy wiekszość uczestniczek co i rusz wspomina lub porusza taki właśnie problem.

Najwspanialszym związkiem w moim życiu był ośmioletni związek na odległość. Ja realizowałam się zawodowo, on dążył do stabilizacji materialnej, nasze spotkania choć bez wyznań miłosnych powodowały wyładowania energetyczne. Czułam się dobrze. Gdybym tego na własnej skórze nie doświadczyła zapewne miałabym odmienne zdanie.

Pawła znałam z akademika, zawsze bardzo mi się podobał ale jego zalet intelektualnych nie dostrzegałam, raczej mi nie imponował, często pił i ogólnie był narcyzem.

Nie mieliśmy się ku sobie ale razu pewnego zauważyłam, że ma idealne dłonie. Chyba coś zadziałało w jego głowie, bo razu kolejnego przyszedł w nocy wpakował mi się do łóżka i zasnął. Nie komentowałam tego rano.
Przychodził tak przez kolejne noce, czasem po prostu spał, czasem się kochaliśmy, jedliśmy śniadanko i do nauki. Był naturalny, normalny i miło było nie spać samotnie. Oboje zachowaliśmy na wiele lat te spotkania tylko dla siebie.

Potem wakacje, dalej nasze nowe związki, potem znów powroty, spotkania i tak przez kolejne lata. Bez wyznań, bez określania tych zasad, a jednak bliskość emocjonalna była większa niż w typowym związku partnerskim. (Tak funkcjonuje wiele związków we Francji.) Paweł to facet konkretny, punktualny, słowny, dobrze zorganizowany, zdyscyplinowany. Jak mówił, że spotkamy się za trzy miesiące i zadzwoni rano to właśnie tak było. Dawało mi to poczucie spokoju. Nie miałam wtedy potrzeby dzwonić do Niego, bo wiedziałam, że się odezwie. Ja nie żyłam jego problemami, a on nie wiedział o moich. Dla niego byłam kobietą zaradną i piękną. Miałam motywację do pracy i do tego by wyglądać super atrakcyjnie, miałam swobodę. To mnie zahartowało. Oczywiście docieraliśmy się, np. raz umówiony nie przyszedł na noc, pojawił się rano jakby nigdy nic, zrobiłam wymówkę. Spokojnie chwycił mnie za ramiona i rzekł: 'Byłem pijany, chciałabyś, żebym przyszedł pijany do Ciebie?'. Rozbawił mnie cwany bydlak i z czasem ustawił mnie tak, że już niczego nie egzekwowałam.

Po studiach spotykaliśmy się nadal, pisywaliśmy meile (Paweł wyjechał za granicę). Najczęściej na miejsce spotkań wybieraliśmy luksusowe hotele, spełnialiśmy swoje fantazje erotyczne, wygłupialiśmy się. Układ był czysty, płaciliśmy każde za siebie, jeśli ja organizowałam spotkanie on bez gadania się dostosowywał i odwrotnie. Było idealnie.

Nadal bez wyznawania uczuć co było zupełnie zbędne bo ja czułam jego bliskość.

Nieczęsto się całowaliśmy, co o tym sadzę? Nie wiem, ja się przyzwyczaiłam do nocy bez uścisków i bez pocałunków. Podziwiałam Go, jego pasje sportowe, jego determinację i pracowitość, wiedział o tym i podobała mu się taka wielbicielka. Ja o tym wiedziałam.

Był ze mną w miarę uczciwy, chociaż pewnie w jakimś sensie obawiał się mojego silnego charakteru, być może dlatego nie okazywał uczuć. Często opowiadał o swoich podbojach seksualnych tych udanych i tych mniej udanych, tak normalnie tak po prostu. Śmialiśmy się.

Przyjeżdżał regularnie dwa razy w roku, scenariusz zawsze ten sam, ale ten ostatni raz był dziwny. On go wyreżyserował.

Pierwszy raz zapłacił za przejazd, załatwił prywatne mieszkanie, zaprosił mnie na obiad - zapłacił, na drinki wieczorem - zapłacił., (wcześniej nigdy wspólnie nie wychodziliśmy). Zgłupiałam, o nic nie pytałam. W prywatnym mieszkaniu spotkanie miało inną atmosferę, było jakby bardziej prywatne, bliższe, więcej rozmawialiśmy. Na koniec długi spacer...odprowadził mnie na dworzec i chciał pocałować. Odsunęłam głowę, odjechałam. Powiedział, że przyjedzie za dwa tygodnie. Dlaczego tak szybko? Nic nie wyjaśniał.

Odczułam niepokój. Pogrążona w typowych babskich myślach, nie przygotowana na ewentualne uczucie co wtedy wydawało mi się bardzo abstrakcyjne, wysłałam smsa: 'rozwiążmy tą sytuację, najwyższa pora'.

Odpisał mailem: Poznałem tutaj cudowną dziewczynę, bla bla bla. Ułożę sobie z nią życie bla bla bla.

Odpisałam: Dziękuję za szczerość, kocham Cię, powodzenia.

Z czasem coś do mnie pisał, czasem miło, czasem złośliwie, czasem normalnie, pytał też co słychać. Odpisywałam normalnie nie dociekałam prawdy. Składamy sobie życzenia nadal.

Minęły cztery lata.

Morał: Strach przed uczuciem czy piękne spotkanie na zakończenie?