fbpx

Zazdrość o byłego partnera

Zazdrość o byłego partnera

To takie nieracjonalne, a zżera od środka... Wyobraźnia podsuwa niechciane obrazy, infekuje myśli, nie pozwala się cieszyć ze wspólnych chwil... Zazdrość, i nie ta urojona, nie te ciągłe obawy, że jest niewierny/a, że oczami wodzi za innymi, ma myśli nieczyste i nie wiadomo, co właśnie robi teraz z innym/ą, ale jakaś głupia zazdrość o to co było, minęło! Głupia - niegłupia, bo żadne lekceważenie problemu, żadna logika i tłumaczenie nie pomoże, że teraz kocha już ciebie, o tamtym nie myśli, a twoja zazdrość tylko niszczy wasz związek.

Dotyczy kogoś, kto był przed wami, niekoniecznie pierwszego czy znaczącego partnera seksualnego kochanej przez was osoby. Czasem tylko tego, z kim wiązały się jej pierwsze znaczące przeżycia. I nie mówię o sytuacji, gdy wciąż jest blisko, przyjaźnią się, ona lubi spędzać z nim czas, często kosztem waszego. Albo wciąż o nim mówi, trzyma jego zdjęcie w portfelu... To rzeczywiście może budzić podejrzenia, czy tamten związek minął, czy w jej sercu jest miejsce na nowy. Piszę o sytuacji, gdy przeszłość partnera to tylko problem w twojej głowie, nieistniejący w teraźniejszości. Nawet jeśli trudno ci uwierzyć, że intymne chwile z przeszłości tego, z kim teraz jesteś, zajmują tylko ciebie.

Przeważnie dotyczy to osób, które same takiej przeszłości nie mają, obecny partner jest pierwszym. Zazdrość o jego byłego zwykle mija wraz z waszym doświadczeniem seksualnym, z ilością własnych partnerów, tak jakby fakt przyzwolenia sobie na posiadanie seksualnej przeszłości łączył się z pozwoleniem na to innym. Czasem jednak nawet bogate własne doświadczenie nie wyrzuca z głowy zazdrości o byłych kochanków partnera, niekiedy dotyczy to tylko jednego z nich. Taka zazdrość nie jest domeną mężczyzn, ale rzeczywiście u nich występuje częściej, jakby pogląd, że kobieta ma być czysta i czekać z rozpoczęciem współżycia na tego właściwego, był głęboko zakorzeniony w ich głowach. Chwilowa bolesna myśl o intymnych chwilach nie z tobą, przebłysk zazdrości są normalne. Każdy, nie odcięty od swoich uczuć człowiek takie miewa. Problem jest wtedy, gdy nie dają żyć, cieszyć się sobą nawzajem, cisną się do głowy zwłaszcza w chwilach samotności, lub przeciwnie - w chwilach intymnych, powodując spadek spontaniczności, niechęć do partnera, zanik podniecenia, zaburzenia erekcji...

Chęć bycia całym światem, także przeszłym i przyszłym dla ukochanej osoby, oraz lęk przed byciem porównywanym z jej byłym partnerem, to podstawowe powody takiej zazdrości.
Muszę wrócić do wywodzącej się z niemowlęctwa potrzeby bycia najważniejszym, jedynym, wyjątkowym, na kogo zwrócona jest cała uwaga świata. Z perspektywy niemowlęcia cały świat to tylko ono i mama, więc żyją tylko dla siebie i tylko na siebie patrzą. Kto zaznał deficytów w tym okresie życia, czyli nie zaznał tych oczu w siebie wpatrzonych, lub, jeśli z różnych powodów nie chciał się rozstać z taką wizją świata, tak będzie pojmował miłość. Fakt, że ukochana osoba ma za sobą jakąś przeszłość, w której się nie brało udziału, czy też, że był ktoś przed nimi, dla tych osób jest bolesnym zgrzytem w podtrzymywaniu niemowlęcej iluzji. Także bycie kimś wyjątkowym jest poważnie zagrożone, zwłaszcza u osób mających wątpliwości co do swojej wartości. Im wątpliwości większe, tym więcej lęku, że stare doświadczenia działają na jego niekorzyść, bo tamten czy tamta mogli być lepsi. A jeśli nawet nie byli, to sam fakt, że byli, obala mit bycia jedynym na świecie dla ukochanej osoby.

Lęk przed rywalizacją, przed porażką, przed tym, by się nie okazało, że "miał dłuższego" (czego nie należy traktować tylko dosłownie), niektórym spędza sen z oczu. Dla tych, którzy zatrzymali się w fazie fallicznej rozwoju, czyli dla tych, którzy narządów płciowych - ich długości, wielkości, ciasnoty, a także umiejętności seksualnych, używają do stawania w szranki z rywalami, zamiast do miłosnego zbliżenia, były partner jest nie do zniesienia. Nie wiadomo jaki był, jakiego/jaką miał, jak biegły był w sztuce kochania... - każe żyć w ciągłej niepewności, jaką (w myślach partnera) pozycję się przy nim zajmuje. A jeśli jest się gorszym? Straszne!
Tym czasem można mieć mniejszego, być mniej doświadczonym, a bardziej kochanym. Wydaje się jednak, że tym osobom nie chodzi o miłość (do tego trzeba by było przejść do następnej fazy rozwoju - genitalnej), lecz o zaznanie ulgi, że wreszcie prześcignęli rywali. Nie mogą uznać, że na tym świecie "niestety" tak jest: JEDNO MAMY DŁUŻSZE, A DRUGIE KRÓTSZE OD INNYCH :)

Anna Lissewska