fbpx

Problem społecznej (nie)obecności...

Problem społecznej (nie)obecności...

Problematyka seksualności, norm seksualnych i tożsamości seksualnej jest w polskiej socjologii niemal nieobecna. Ten stan rzeczy dziwić jednak nie powinien z dwóch co najmniej powodów. Po pierwsze, w naszej przestrzeni kulturowej dopiero rozpoczynamy trudny proces przełamywania procesów heteronormatywnej (wymuszającej obowiązkowy heteroseksualizm) przemocy i związanych z nią mechanizmów wykluczenia osób o seksualności innej niż heteroseksualna.

Procedury te, ujawniające się także w charakteryzowanych przez Michela Foucaulta wiązkach wiedzy/władzy , eliminowały z dyskursu naukowego wszelkie nie podporządkowane wymogom normatywnym narracje o seksualności, a zatem także narracje zmierzające do rozpoznania problematyki (nie)obecności osób homoseksualnych w przestrzeni społecznej. Po drugie zaś, polska socjologia, wychodząc z kilkudziesięcioletniego okresu swego rodzaju niewoli uwarunkowanej latami dyktatury, podejmuje dopiero tematy, które w socjologii światowej obecne są od końca lat sześćdziesiątych. Zagadnienie społecznego wykluczenia osób homoseksualnych oraz determinujących to wykluczenie procesów kulturowych jest jednym z tego rodzaju tematów.

Socjologiczna refleksja na temat (homo)seksualności przeszła trzy zasadnicze etapy. Pierwszy nich, obejmujący lata czterdzieste i pięćdziesiąte minionego wieku, wiązał się z całkowitym uwarunkowaniem sposobu prezentowania problemu społecznej obecności osób homoseksualnych procesami normatywizacji. Płaszczyzną refleksji z tego okresu, jak opisywałem to szczegółowo w innym miejscu , była socjologia dewiacji, w związku z czym analizowano przejawianie się homoseksualizmu w przestrzeni społecznej jako przypadek przejawiania się dewiacji społecznej. Homoseksualiści prezentowani byli w owych opracowaniach jako społeczni dewianci, funkcjonujący na obrzeżach społeczeństwa, jawnie nie dotrzymujący nie tylko wzorców życia seksualnego, ale także wszelkich innych wzorców związanych z modelem „porządnego-prowadzenia-się”. Teza, świadomie lub nieświadomie nadpisana nad tego typu konstatacjami głosiła, iż niedotrzymanie przez dewiantów seksualnych wzorców związanych z prawidłowym współżyciem seksualnym prowadzi ich do odrzucenia także wszelkich innych norm społecznych i powolnego staczania się w ramach tzw. „kariery dewiacyjnej”. Jak można to obejrzeć w wybranych antologiach tekstów z tamtego okresu , homoseksualiści (prawie zawsze mężczyźni) prezentowani są jako promiskuityczni bywalcy podejrzanych lokali, zazwyczaj zniewieściali, zazwyczaj polujący na młodych chłopców. W ramach „monografii środowiska homoseksualnego” poczytać możemy pasjonujące opisy zwyczajów i obyczajów mężczyzn szukających anonimowego seksu w toaletach publicznych lub męskich prostytutek zajmujących się ulicznym polowaniem na klientów. Tego rodzaju opisy i konstruowanie (rzekome re-konstruowanie) wizerunku społecznego homoseksualistów dostarczać miało w założeniu autorów „obiektywnych” opisów homoseksualnych zbiorowości. Narracje te, w szokujący sposób uwarunkowane stereotypami antyhomoseksualnymi i w gruncie rzeczy zmierzające do podtrzymania owych stereotypów jako gwarantujących utrwalenie wzorca obowiązkowego heteroseksualizmu, doczekać się musiały prędzej czy później zdecydowanego sprzeciwu. Na marginesie warto zauważyć, że ten typ narracji w obrębie dyskursu socjologicznego jest przykładem całkowitego fiaska ideologii obiektywizmu tej dyscypliny wiedzy humanistycznej. Naturalnie – przykładem jednym z wielu.

Zmiana w obrębie socjologicznych analiz (homo)seksualności związana była z szerszym kontekstem zmiany społecznej. Przełom lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych minionego wieku przyniósł dwa ważne wydarzenia w odniesieniu do podejmowanych tu kwestii. Pierwszym było powstanie ruchu lesbijsko – gejowskiego jako ruchu wolnościowego, zdecydowanie domagającego się przestrzeni wolności dla przejawów indywidualnych i grupowych zachowań związanych z orientacją homoseksualną i biseksualną. Drugie wydarzenie to zmiana w obrębie dyskursu medycznego: psychologowie i psychiatrzy przyznali, że traktowanie homoseksualizmu jako zaburzenia psychicznego było błędem, bowiem norma seksualna, nakazująca waloryzować lub deprecjonować te lub inne zachowania seksualne jest warunkowana kulturowo i nie ma nic wspólnego z problematyką zdrowia psychicznego. Z psychologicznego zaś i psychiatrycznego punktu widzenia nie istnieją żadne przesłanki, by homoseksualizm traktować jako zaburzenie. Warto zauważyć, że zmiana ta nastąpiła po niemal dokładnie stuletniej antyhomoseksualnej ofensywie prowadzonej w ramach normatywnie uwarunkowanego dyskursu medycznego . Jedną z konsekwencji tego rodzaju zmiany, powiązanej z eksplozją ruchów kontrkulturowych, było powstanie w obrębie humanistyki nurtów analizy krytycznej, mających na celu przejęcie dyskursu naukowego przez grupy i kategorie społeczne z owego dyskursu wykluczone, choć będące zarazem w perwersyjny sposób przedmiotem owego dyskursu. Pojawiły się wówczas – także w obrębie socjologii – studia lesbijsko – gejowskie (gay and lesbian studies, z czasem LGBT studies, czyli lesbian, gay, bisexual and transgender studies). Reprezentanci tego nurtu badawczo – teoretycznego, obecnego od początku także w naukach społecznych, usiłowali przeciwstawić się deprecjacyjnym opisom lesbijek i gejów poprzez konstrukcję i charakterystykę tzw. „pozytywnej tożsamości gejowskiej”. W tak sformułowanej perspektywie przyjmowano, iż słuszne jest obecne m.in. w socjologii dewiacji założenie, że homoseksualiści posiadają zarówno pewien typ jednostkowej, osobniczej tożsamości społecznej, jak i pewien rodzaj tożsamości kolektywnej, przejawiający się m.in. w normach środowiskowych, grupowym stylu życia itp. Jedyny problem, zdaniem reprezentantów tego nurtu, polegał na tym, że w ramach dyskursu wrogiego osobom homoseksualnym prezentowano wypaczony obraz lesbijek i gejów jako zwyrodnialców koczujących na marginesach społeczeństwa. Projekt studiów lesbijsko – gejowskich miał pozwolić na wypracowanie modelu tożsamości jednostkowej i kolektywnej, który z jednej strony byłby przeciwstawieniem się opisom negatywnym, z drugiej zaś doprowadziłby do ugruntowania w świadomości społecznej przekonania, że homoseksualiści są ludźmi „normalnymi” dokładnie w takim samym stopniu, jak heteroseksualiści. Stwierdzenie „dokładnie w takim samym stopniu” jest tu ogromnie ważne: zarówno strategii politycznej, jak i analizom teoretycznym przyświecała idea ekwiwalencji homoseksualizmu względem heteroseksualizmu. Narracje budowane w obrębie LGBT studies miały doprowadzić do wykazania całkowitej równorzędności homoseksualizmu względem heteroseksualizmu, a zarazem do wypracowania jednego, wspólnego wszystkim lesbijkom i gejom, modelu tożsamości.

Zamiar ten powiódł się tylko w pewnym zakresie: istotnie, przejęcie wrogiego osobom homoseksualnym dyskursu naukowego dopomogło w ogromnym stopniu w przezwyciężeniu różnego rodzaju strategii deprecjacji lesbijek i gejów w obrębie rzekomo obiektywnych analiz. Wykazywanie, że homoseksualiści obojga płci są obywatelami równie godnymi szacunku, jak wszyscy inni, miało ogromne znaczenie dla rozluźnienia heteronormatywnych procesów marginalizacji homoseksualnych kobiet i mężczyzn. Prowadzi nie tylko do przejęcia dyskursu naukowego dotyczącego seksualności, ale ma niewątpliwie ważne konsekwencje polityczne. Niemniej jednak zamiar konstruowania spójnego modelu tożsamości homoseksualnej miał swoją drugą, mniej pozytywną, stronę. Próba mówienia o tym, jacy są homoseksualiści „jako tacy” jest skazana z góry na nieuniknioną porażkę ze względu na zasadniczo zmienny i niespójny charakter tej kategorii. Jak wykazał to Foucault w swoich pracach, pojęcie „homoseksualizm” zaprojektowane zostało jako nazwa jednostki chorobowej, nie zaś jako uogólniony termin opisujący jakąkolwiek realną grupę osób. Opis tej kategorii nie powstawał w wyniku separacji rzeczywiście najczęściej występujących wśród homoseksualistów cech psychicznych czy cech życia zbiorowego, lecz był swego rodzaju „śmietniskiem”, na który wrzucano wszelkie negatywne cechy, mające uzasadnić tezę o dewiacyjnym i aspołecznym charakterze pożądania homoseksualnego. Homoseksualizm to zatem pusta i sztucznie skonstruowana kategoria, nie posiadająca żadnej stałej i stabilnej treści. Podjęta w ramach studiów lesbijsko gejowskich próba napełnienia tej pustej kategorii pozytywną, jak to ujmowano, treścią, doprowadzić musiała do podporządkowania tak konstruowanego wizerunku społecznego osób homoseksualnych cechami tych osób, które zabrały się za budowanie owego wizerunku. Oznacza to, że największy wpływ na dobór elementów opisu kolektywnej tożsamości gejowskiej miały osoby dominujące w gejowskim dyskursie naukowo – politycznym, a zatem biali mężczyźni z klasy średniej, starający się budować wieloletnie, monogamiczne związki. W ten sposób z charakterystyki „pozytywnej tożsamości gejowskiej” znikły te elementy, które związane były ze specyfiką doświadczenia pozycji kobiecej (w kontekście fallocentryzmu kultury), pozycji lesbijek i gejów kolorowych, pozycji lesbijek i gejów preferujących inny styl życia niż związany z wieloletnimi związkami monogamicznymi itp. Konsekwencją tego rodzaju wewnętrznego wykluczenia był rozpad dyskursu gejowskiego na szereg subdyskursów, obejmujących jedno z wielu „środowisk” wewnątrz wielobarwnej społeczności osób o nienormatywnej seksualności. Ta dyseminacja znaczenia tożsamości gejowskiej dziwić nie powinna, zważywszy, że równie absurdalnym pomysłem byłaby próba skonstruowania spójnej, jednoznacznej tożsamości heteroseksualnej. Osoby zwane osobami homoseksualnymi nie stanowią, oczywiście, żadnej zwartej grupy w rozumieniu socjologicznym, podobnie jak grupy takiej nie stanowią heteroseksualiści. Poza płcią partnera seksualnego nie łączy ich nic, bowiem nawet opresja społeczna doświadczana jest przez nich w różnych stopniu.

Wydaje się zatem, że trzeci etap akademickiej refleksji nad sposobami przejawiania się w przestrzeniu społecznej nienormatywnej seksualności był niezbędny. Jego rozpoczęcie wiąże się z nową recepcją prac Michela Foucaulta w ramach tzw. teorii queer – projektu zmierzającego do ujmowania kategorii seksualnych i płciowych w sposób świadomie niedomknięty i wykazywania z jednej strony nieustannego rozpleniania się sensu tych kulturowo konstruowanych kategorii, z drugiej zaś mechanizmów powstrzymywania tej dyspersji w obrębie procedur kulturowej, heteronormatywnej i fallogocentrycznej, przemocy.

Także w socjologii pojawiły się studia queer, wyznaczając nowy sposób analizowania omawianej tu problematyki. Podstawowym przedmiotem analiz w obrębie socjologicznych studiów queer są heteronormatywne procedury wymuszania obowiązkowego heteroseksualizmu. Socjologowie i socjolożki queer badają sposób, w jaki procedury te ujawniają się na różnych poziomach procesów kulturowych i społecznych, od mechanizmów heteroseksualizacji języka („pikowania” przestrzeni dyskursywnej sensem związanym z wymuszaniem normy heteroseksualnej), przez ślady tak rozumianej heteronormatywizacji w narzucanych wzorcach tożsamościowych, po dominację paradygmatu heteronormatywnego w patriarchalne kulturze i przestrzeni społecznej. Odwołania w tak konstruowanej teorii społecznej są wielorakie: podjęto próby włączenia do tego typu narracji paradygmatu marksowskiego, koncepcji A. Giddensa i P. Bourdieu, a także ścisłego związania socjologii queer z koncepcjami M. Foucaulta i J. Derridy. Ta wielorakość kierunków teoretycznych pozwala przede wszystkim na krytyczną analizę m.in. dyskursu socjologicznego i zbadania przejawów jego heteronormatywnego uwikłania oraz możliwości stawienia oporu procesom za owe uwikłanie odpowiedzialnym. Polska socjologia – z powodów wskazanych wyżej – przechodzi równocześnie wszystkie trzy etapy zarysowanej wyżej historii badań nad seksualnością.

Odnajdziemy zatem w socjologicznym piśmiennictwie polskim prace pisane z perspektywy socjologii dewiacji, choć z pewnością autorzy i autorki tych prac są o wiele bardziej świadomi różnego rodzaju pułapek związanych z przyjmowaniem tego typu perspektywy badawczej, niż ich poprzednicy z lat pięćdziesiątych . Jednocześnie jednak podejmowane są także coraz śmielsze próby wprowadzenia do polskiej socjologii perspektywy studiów queer. Tę właśnie perspektywę podejmuje w swoich pracach autor tego artykułu, w związku czym wszystkie poniższe konstatacje traktować należy jako pewnego rodzaju przyczynek do polskiej, socjologicznej odmiany studiów queer.

Sytuacja osób o nienormatywnej seksualności w Polsce jest z perspektywy studiów queer sytuacja szczególnie trudną. Z jednej strony bowiem Polska jest krajem, gdzie procesy wymuszania heteroseksualizmu, powiązane z dość prymitywną formą patriarchalizmu, są niezwykle silne. Warunkuje ten stan rzeczy silna pozycja religii katolickiej oraz związany z tą religią szczególnie antyseksualny światopogląd. Warto zaznaczyć, że chodzi tu nie tyle o instytucjonalne wpływy Kościoła rzymskokatolickiego, które wydają się stopniowo maleć, ile o oznaczenie symbolicznej przestrzeni społecznej przez paradygmat katolickiego, tzw. „tradycyjnego” światopoglądu, z jego wykluczeniem kobiet, antyhomoseksualną fobią i ogólnie wrogim podejściem do problematyki „przyjemności ciała” . Utrwalenie tego światopoglądu w przestrzeni symbolicznej sprawia, że jakiekolwiek poruszanie problematyki heteronormatywności kultury polskiej odbierane jest jako agresja i nieodpowiedzialny eksces. Zjawisko do dotyczy różnych obszarów przestrzeni społecznej. Jakiekolwiek, nawet niezwykle łagodne akcje społeczne organizacji LGBT obierane są jako oburzająca prowokacja, czego przykładem są dzieje projektu „Niech nas zobaczą”, prowadzonego przez Kampanię Przeciw Homofobii. Zdjęcia dwóch osób tej samej płci, całkowicie, zaznaczmy, ubranych i trzymających się za rękę odbierana była jako „nachalna promocja homoseksualizmu”. Wciąż zdumienie, konsternację i sprzeciw budzi występowanie niżej podpisanego jako otwartego geja, socjologa zajmującego się m.in. problematyką queer. Próba prezentowania problematyki związanej z kulturowym wykluczeniem i deprecjacja zachowań nie-heteroseksualnych, prezentowania zarówno w ramach przedsięwzięć naukowych, jak i publicystycznych, napotyka sprzeciw przeciw szerzeniu „niebezpiecznej ideologii”.

Problematykę społecznej (nie)obecności osób homoseksualnych w Polsce rozważyć chciałbym na trzech poziomach: poziomie życia codziennego, poziomie procesów politycznych, poziomie dyskursu naukowego. W każdym z tych obszarów postaram się z jednej strony zdiagnozować stan obecny, z drugiej wskazać na możliwie kierunki zmian. Poziom życia codziennego osób homoseksualnych obejmuje te przejawy kulturowej heteronormatywności, które z jednej strony są najmniej spektakularne, z drugiej jednak w sposób oczywisty najbardziej uciążliwe i niszczące. W polskiej przestrzeni społecznej dnia codziennego homoseksualizm nie istnieje. Istnieje wyłącznie heteroseksualna miłość, heteroseksualna, okazywana publicznie, czułość. Wszyscy wychowywani jesteśmy do heteroseksualizmu, w związku z czym dla dzieci i młodzieży wczesnych lat szkolnych homoseksualizm znany jest jedynie - jeśli w ogóle – jako zachowanie powiązane z wulgarnymi wyzwiskami. Ilustracją może być obserwacja poczyniona w jednej ze szkół podstawowych, gdzie w ramach brzydkiego wyzwiska, jakimi obrzucają się dzieci, używane jest określenie „Ty geju!”, zaś coś, co jest obrzydliwe, wstrętne, określane jest przez dzieci jako „gejowskie”. W ten sposób przejawia się homoseksualizm w świadomości dzieci i w ten sposób są one przygotowane na ewentualny moment odkrycia w sobie „gejowskich” – czyli obrzydliwych – skłonności.

Wśród młodzieży dorastającej homoseksualizm może już przejawiać się w miarę swobodnie tylko w środowiskach wielkomiejskich, gdzie panuje swoista moda na bycie „gay friendly”. Natomiast w środowiskach małomiasteczkowych i wiejskich homoseksualizm nie zaznacza się inaczej, niż na poziomie inwektywy, bądź potajemnie zażywanych przyjemności seksualnych i związanych z nimi wewnętrznych perturbacji.

Tylko dla osób heteroseksualnych zarezerwowana jest radość pierwszych, beztroskich, akceptowanych przez otoczenie miłości. Lesbijki i geje pierwsze doświadczenia seksualne i miłosne kojarzą raczej z lękiem, wyrzutami sumienia, ukryciem. Z czasem pojawiają się kłopotliwe pytania o partnera odmiennej płci (dlaczego nie masz chłopca/dziewczyny?) oraz o plany małżeńskie. W dorosłym życiu homoseksualizm istnieje w świadomości osób, które odnalazły w sobie pragnienia seksualne skierowane do osób tej samej płci, natomiast nie istnieje w przestrzeni społecznej. Jakakolwiek próba wniesienia do tej przestrzeni widocznych przejawów pragnienia homoseksualnego naznaczana jest natychmiast stygmatem „afiszowania” swojej dewiacji. A zatem „nie wolno” dwóm mężczyznom trzymać się za ręce, „nie wolno” homoseksualnemu mężczyźnie w pracy nagle zacząć opowiadać „a ja z moim facetem w weekend...”, „nie wolno” zbyt demonstrować sąsiadom faktu mieszkania z osobą tej samej płci itp. Oczywiście, próbować można, ale wszystkie te zachowania, które są tak naturalne dla osób heteroseksualnych, że nawet nie dostrzegają swojego przywileju, dla osób homoseksualnych mogą zakończyć się nieprzyjemnie.

Te wybrane przykłady wykluczenia przejawów homoseksualnych pragnień z heteronormatywnego świata pokazują, że konsekwencją obowiązywania normy heteroseksualnej jest wepchnięcie osób nie-heteroseksualnych do „szafy” ukrycia, anihilacja społecznej obecności osób homoseksualnych. Zjawisko to, uwarunkowane dominacją wzorca heteroseksualnego, występuje w sytuacji, gdy od niemal równo trzydziestu lat homoseksualizm traktowany jest w obrębie dyskursów eksperckich jako jedna z postaci pragnienia seksualnego, równie „naturalna” jak heteroseksualizm. Jednak zmiana w tym zakresie, zmiana polegająca na otwarciu przestrzeni społecznej na przejawy homoseksualnego pragnienia, zniesienie antyhomoseksualnych uprzedzeń i stereotypów, otwarcie przed osobami homoseksualnymi lub biseksualnymi możliwości swobodnego projektowania swoich strategii życiowych związanych z pragnieniami seksualnymi, zmiana obyczajowa polegająca na waloryzacji homoseksualizmu i otoczeniu go społecznym szacunkiem równorzędnym temu, jaki otacza pragnienia heteroseksualne, taka zmiana może być wymuszona jedynie przy zdecydowanym działaniu tych wszystkim, którzy zdają sobie sprawę z konieczności przyjmowania takich procedur konstruowania ładu społecznego, by wygenerowany w ten sposób porządek nie oznaczał normatywnego zafiksowania niesprawiedliwych wykluczeń i marginalizacji.

Zmiana ta, zmiana kulturowa, a zatem przy dużym wysiłku społecznym obliczona na dziesięciolecia, nie jest tylko kwestią samych osób homoseksualnych, ale wszystkich podzielających przekonanie o zastępowaniu przemocy, która dominuje w relacjach kulturowych, komunikacją i porozumieniem.

Przechodzimy zatem na poziom działań politycznych, choć w gruncie rzeczy sfera życia codziennego w przypadku lesbijek i gejów jest sferą polityczną: akty „wyjścia z szafy” i publicznego przejawiania swych pragnień homoseksualnych w codziennych przedsięwzięciach okazuje się być aktem o fundamentalnym znaczeniu politycznym, jest bowiem z jednej s trony podważeniem porządku społecznego opartego na heteroseksualnej przemocy, z drugiej przyczynkiem do budowania przestrzeni społecznej jako – jak powiedziano wyżej – sfery komunikacyjnego porozumienia. Polityka, rozumiana jako kolektywny wysiłek uczestników przestrzeni społecznej w ustalaniu i egzekwowaniu reguł służących dobru wspólnemu oraz chroniących autonomię jednostkowych wyborów, możliwa jest jedynie w sytuacji otwarcia sfery dyskursywnej dla wszystkich uczestników społeczeństwa i umożliwienia im wyartykułowania swych pragnień i aspiracji. W przeciwnym wypadku, a mianowicie w sytuacji, gdy przestrzeń społeczna jest petryfikowana w ramach jednego, powszechnie obowiązkowego systemu normatywnego, opisującego rzeczywistość w taki sposób, by gwarantować wiecznotrwałą dominację tych, którzy za owym systemem ukrywają swoje kulturowe interesy, mamy do czynienia z przemocą, która prędzej czy później będzie prowokowała akty buntu, oporu sprzeciwu, a zatem będzie prowadziła do nasączania sfery publicznej i sfery prywatnej agresją i nienawiścią. W tym kontekście wydaje się, że działalność polskich organizacji lesbijsko – gejowskich zmierzać powinna w kierunku otwierania przestrzeni społecznej – a zatem także przestrzeni dyskursywnej – na przejawy pragnienia homoseksualnego. Kampania społeczna KPH „Niech nas zobaczą!” jest jednym z kapitalnych przykładów tego rodzaju strategii, które w amerykańskim ruchu queer są obecne od początku lat dziewięćdziesiątych. Jeśli bowiem jest tak, że homoseksualizm nie jest ani chorobą, ani zboczeniem, to znaczy, że wszelkie akty antyhomoseksualnego domykania przestrzeni publicznej w ramy heteronormy spotykać się powinny ze zdecydowanym działaniem politycznym.

Wreszcie – i jest to ostatni poziom, na jakim analizuję tu problem społecznej (nie)obecności lesbijek i gejów – problematyka procesów heteronormatywnej przemocy powinna być jednym z podstawowych problemów refleksji akademickiej. Wydaje się, że w tym przypadku potrzebny jest nowy typ narracji naukowej, narracji świadomie lokalnej (a zatem odrzucającej ideologię obiektywizmu), a zarazem świadomie polilogicznej (a zatem takiej, w której konsens naukowy konstruuje się w oparciu nie o instytucjonalną przemoc i rywalizację, ale w oparciu o zwielokrotniony dialog – polilog właśnie). Proces poznania naukowego jest – jak przekonująco pisze o tym Marian Kempny – procesem kulturowym, a zatem także podlega procedurom wymuszania obowiązkowego heteroseksualizmu, które to procedury w przypadku pola naukowego polegają na wymuszaniu w badaniach naukowych perspektywy heterocentrycznej i sytuowania wszelkich innych przejawów seksualności, na poziomie erotycznym, emocjonalnym i społecznym, na marginesach dyskursu. Z tego powodu niezbędny jest taki sposób prowadzenia narracji naukowej, by wykluczyć z niego fikcję „centrum”, konstruowaną w oparciu m.in. o ideologię naukowej obiektywności. Świadoma lokalność i polilogiczność narracji naukowej pozwoli z jednej strony na otwarcie nauki dla dyskursów zeń wyklętych, z drugiej zaś pozwoli na zdetronizowanie dyskursu dominującego, narzucającego taki sposób prowadzenia refleksji naukowej, by ukryć, przemilczeć lub otwarcie deprecjonować dyskursy i narracje konkurencyjne (jako ideologiczne właśnie). Tak otwarta i komunikacyjna narracja naukowa nie będzie zmierzać do „uchwycenia” i „przyszpilenia” jakiegoś rzekomo odczytanego stanu „rzeczywistości społecznej”, lecz stanowić może próbę podjęcia gry ze zmiennymi znaczeniami przejawiającymi się w codzienności ci życia zbiorowego po to, by – i jest to niezwykle istotne – wykrywać mechanizmy i procedury niesprawiedliwej przemocy, ukrywającej się w ramach dyskursu systemów eksperckich i „spływających” w społeczną codzienność za pośrednictwem utrwalonego w procesach edukacji oraz we wszelkich procesach społecznych „głosu eksperckiego”.

Zadanie socjologii queer w tym kontekście polega na lokalnej, a zatem podejmowanej przez osoby homoseksualne próbie konstruowania narracji o przestrzeni społecznej opowiadanej z perspektywy lesbijek i gejów oraz na konfrontowaniu tej narracji z narracjami podejmowanymi z innych lokalnych pozycji. Podstawowym przedmiotem tej narracji są procesy heteronormatywnej przemocy i sposobu jej przejawiania się w codzienności. To z tego właśnie powodu przed tego typu narracją naukową stawiam wymóg lokalności: diagnoza najprecyzyjniejsza możliwa jest „tu i teraz”, natomiast próba jej konstruowania „z drugiej ręki”, a zatem próba budowania narracji o narracji bez wątpienia z jednej strony jest próbą o wiele mniej „wrażliwą” na procesy, które stara się demaskować, z drugiej zaś podlega znanym z tradycyjnej socjologii mechanizmom „retuszowania”, które ostatecznie mogą prowadzić do obrócenia tej narracji ponownie przeciw osobom homoseksualnym i podporządkowania ich procedurom wymuszania perspektywy heteronormatywnej. Przyjęcie tak zarysowanej perspektywy w konstruowaniu narracji naukowej, w połączeniu z odpowiednimi strategiami politycznymi umożliwi wypracowanie metod oporu przeciwko kulturowej przemocy, generującej niesprawiedliwość, wykluczenie i marginalizacje. Sądzę, że socjologia stać się może i powinna ważnym sojusznikiem w drodze do rekonstytuowania przestrzeni społecznej jako sprawiedliwiej przestrzeni komunikacyjnej.