fbpx

Od teorii dewiacji do teorii (LGBT) Queer

Od teorii dewiacji do teorii (LGBT) Queer

Lesbijki i geje wychodzą z cienia, czy też, ujmując rzecz bardziej w konwencji teorii queer, o której słów kilka niżej, z „szafy”, symbolizującej miejsce ukrycia i odosobnienia, miejsce wygnania tych, którzy uznani zostali za kategorię społecznie zbędną, a nawet niebezpieczną. Ów proces wychodzenia z ukrycia obejmuje także przestrzeń dyskursu akademickiego. W niniejszym artykule chciałbym przedstawić zarys podstawowych etapów, jakie przechodziły studia nad fenomenem społecznej obecności – czy też raczej nieobecności – lesbijek i gejów.

Początkowo problematyka homoseksualności nie była uważana za swoisty problem nauk humanistycznych. Homoseksualizm uważany był za chorobę i jako taki stanowił domenę nauk medycznych: neurologii czy psychiatrii. To bowiem w ramach dyskursu medycznego, jak znakomicie opisał rzecz Michel Foucault w swojej pracy „Historia seksualności” , powołano do życia pojęcie „homoseksualisty” jako osoby charakteryzującej się pewnymi szczególnymi cechami psychicznymi. To ważne, bowiem uprzednio nikt taki, jak „homoseksualista” po prostu nie istniał, istniały jedynie akty erotyczne polegające na tym, że dwie osoby tej samej płci dostarczały sobie przyjemności seksualnej. Były to tylko pewne czynności i nikt nie łączył aktu ich dokonywania z jakimiś stałymi predyspozycjami psychicznymi charakteryzującymi tego, kto owego aktu dokonywał. Ten stan rzeczy zmienił się dopiero w obrębie dyskursu medycznego, ale zamiana ta miała szczególny charakter. Nie zastosowano bowiem przy konstruowaniu „klinicznego” obrazu osoby homoseksualnej zwyczajowej w naukach medycznych procedury: obserwacji „przypadków” homoseksualizmu i generalizowania na ich podstawie szczegółowej charakterystyki osób „dotkniętych” homoseksualizmem. Tego rodzaju wysiłek byłby z metodologicznego punktu widzenia równie daremny, jak próba sporządzenia spójnego „obrazu klinicznego” osoby heteroseksualnej Jak to wykazała bowiem współczesna psychologia, osób homoseksualnych nie łączy nic oprócz pożądania seksualnego skierowanego ku partnerowi tej samej płci. Nawet doświadczenie odrzucenia społecznego przebiega różnie i wywołuje różne skutki u różnych osób. Kreacja wizerunku „osoby homoseksualnej” w obrębie dyskursu medycznego była oparta na innej zasadzie, bowiem podporządkowana była jednemu celowi: wykazaniu, że homoseksualność jako preferencja seksualna wiąże się w sposób konieczny z obrzydliwymi, zdaniem badaczy, cechami psychicznymi, takimi jak np. skłonności do pedofilii, mania seksualna i promiskuityzm, niezdolność do odczuwania uczuć wyższych. Powstawał nie obraz osoby homoseksualnej, lecz ponura karykatura. Pierwsze refleksje humanistyczne na temat lesbijek i gejów, m.in. w ramach socjologii dewiacji, przejęły ten punkt widzenia. W wielu współczesnych opracowaniach, głównie powstających w instytucjach powiązanych religijnie, mamy do czynienia z kontynuowaniem tego punktu widzenia: dowiadujemy się, że wszyscy bez wyjątku homoseksualiści cierpią na depresję, jakieś rodzaje neurozy lub psychozy, wszyscy mają złe relacje z ojcem, wszyscy charakteryzują się pewnym stopniem „zniewieścienia” (to jest przyjmowania przez mężczyzn gestów i sposobów bycia kulturowo przypisanych kobietom), a przede wszystkim wszyscy nie są zdolni do tworzenia stałych, wieloletnich, monogamicznych związków, ergo nie są zdolni do miłości.

W latach siedemdziesiątych, a zatem w latach kontrkulturowej burzy, same lesbijki i sami geje postanowili zacząć przeciwdziałać temu karykaturalnemu i genetyczne homofobicznemu obrazowi i przejąć ów wrogi dyskurs. Powstają studia lesbijsko – gejowskie, kierunek badawczy, którego celem jest nakreślenie „pozytywnego obrazu osoby homoseksualnej” jako osoby zdolnej do porządnego, obywatelskiego, zgodnego życia w społeczeństwie. Oczywiście momentem przełomowym dla powstania tego typu orientacji badawczej w humanistyce było oświadczenie autorytatywnych organizacji naukowych o znaczeniu międzynarodowym: Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego i Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego informujące, iż klasyfikowanie homoseksualizmu i biseksualizmu jako zaburzenia było blednę, gdyż ludzka orientacja seksualna jest zróżnicowana i niekiedy – w trudnym do oszacowania we względu na dominujący heteronormatywny model kulturowy zakresie – przybiera postać emocjonalnego i seksualnego pociągu do osób tej samej płci. Studia lesbijsko – gejowskie, przyjmując to stanowisko naukowe za punkt wyjścia, miały na celu rzetelne scharakteryzowanie społecznej sytuacji dotkniętych dyskryminacją osób homoseksualnych oraz scharakteryzowanie społecznej tożsamości lesbijek i gejów rozumianej jako pewnego typu tożsamość kolektywna, grupa, której wspólną podstawą jest doświadczenie wyklęcia – „słowa obelgi”. W socjologii projekt ten oznaczał przejście od opisu „środowiska homoseksualnego” jako środowiska quasi – przestępczego, składającego się głównie z mężczyzn polujących w toaletach publicznych na młodych chłopców do opisu szczególnego rodzaju problemów, z jakim spotykają się rodziny homoseksualne czy polityczny ruch lesbijek i gejów. Założeniem owych LGBT studies było przekonanie, że lesbijki i geje stanowią w dużym stopniu jednolitą mniejszość kulturową, którą można scharakteryzować przy użyciu retoryki tożsamości kolektywnej oraz mniejszości kulturowej. Zamysł ten nie powiódł się, ponieważ lesbijki i geje okazali się być zbyt zróżnicowani, by można było objąć ich w ramy spójnego opisu typologicznego. Stąd w amerykańskiej literaturze socjologicznej nastąpiło przejście od charakterystyki „tożsamości lesbijek i gejów” do relacjonowania przejawów „różnicy gejowskie” – owego nieogarnionego zróżnicowania stylów życia osób homoseksualnych. Można tylko ubolewać, że polskie opracowania socjologiczne na temat społecznej sytuacji osób homoseksualnych nie biorą pod uwagę upadku tożsamościowego stylu uprawiania gay studies i przejścia do narracji spod znaku teorii queer.

To właśnie rozpad dyskursów podmiotowo – tożsamościowych powołał do życia nowy paradygmat: studia queer, które przyjmują założenie o niepowstrzymanej dyspersji indywidualnego i społecznego znaczenia homoseksualności. Studia queer lokują się w obrębie nurtu socjologii ponowoczesnej, a zatem standardem jest, że studiami owymi zajmują się zazwyczaj – choć nie zawsze – lesbijki i geje, które i którzy starają się ukazywać ową problematykę z własnego, lokalnego punktu widzenia, przeciwstawiając się tym samym wciąż pozującemu na obiektywizm dyskursowi homofobicznemu. Owa lokalność postpozytywistycznej narracji pozawala na unikanie błędu konstruowania jakoby obiektywnego opisu osób homoseksualnych, który zawsze okazuje się być opisem skonstruowanym z konkretnej pozycji. Co jednak ważniejsze, studia queer jako ośrodek swego zainteresowania stawiają nie opis homoseksualistów i ich sytuacji, odrzucając tym samym błąd pierworodny dyskursów medycznych, ale procedury wymuszania normy heteroseksualnej i ustanawiania instytucji „obowiązkowego heteroseksualizmu”.

Otóż bowiem i rewolta uniwersytecka, która dokonuje się w chwili obecnej także w Polsce, a która, jak widzimy i słyszymy, wywołuje tak wiele kontrowersji. Pod dachami uniwersytetów, w ramach homofobicznych dyskursów medycznych, socjologicznych, psychologicznych, kryminologicznych i innych szerzono bowiem kulturowo usankcjonowaną nienawiść do osób homoseksualnych, skazywano ich, jak dowodzi tego Michel Foucault, na kulturowy niebyt jako dewiantów, zboczeńców, odszczepieńców czy queers – odmieńców. Nauka bowiem, jak znakomicie pisze o tym prof. Marian Kempny , jest tylko jednym z wielu procesów kulturowych, wplątanych w te same mechanizmy przemocy, jakie dotyczą całej przestrzeni społecznej. Skoro zaś w społeczeństwie obowiązywała przemoc heteronormatywna, czyli przemoc zmuszająca kobiety i mężczyzn do wyrzeczenia się swoich pragnień homoerotycznych lub przynajmniej do zatajenia ich, także nauka uprawiana na uniwersytetach uczestniczyła w owych procedurach przemocy. Dlatego koniecznym się stało, by osoby doświadczające na własnym ciele owej heteroseksualnej przemocy wystąpili i przemówili we własnym imieniu, biorąc udział w wielkim, wielostronnym akademickim dialogu - polilogu. Dlatego koniecznym się stało, by do próby humanistycznego opisu „świata człowieka” dołączyła także na pełnych prawach opowieść lesbijek i gejów o tym, jak skazani zostają na społeczny niebyt. Dlatego koniecznym się stało powstanie studiów lesbijsko – gejowskich i studiów nad odmiennością seksualną.

To zabranie głosu przez odmieńców, zabranie głosu na uniwersytetach i w ramach dyskursu naukowego w sposób naturalny musi budzić sprzeciw tych, którzy z pewnością bez własnej winy, lecz z powodu swego kulturowego uwarunkowania czują się w obowiązku chronić uniwersytecki polilog humanistyczny przed inwazją tych, którzy wykazują jego fallogocentryczność (podporządkowanie męskiemu interesowi) czy heteronormatywność. Bronią oni bowiem bożka obiektywności, który jest niczym innym, jak – za Stevenem Seidmanem powiem – „upozowaną subiektywnością” . Dzieje humanistycznej refleksji nad homoseksualizmem pokazują w sposób najbardziej transparentny w jaki sposób „obiektywna” nauka służyła zupełnie nieobiektywnym interesowi – w tym przypadku interesom wymuszania normy heteroseksualnej – i jak bardzo konieczne stało się zabranie głosu przez tych, których wymogi obiektywizmu skazywały na milczenie.

Sytuację mamy w chwili obecnej taką, że na uniwersytetach amerykańskich działają wielkie ośrodki studiów lesbijsko – gejowskich, których dorobek dopiero zaczynamy sobie przyswajać. Także socjologia, którą reprezentuję, otworzyła się na nową perspektywę związaną z analizą kulturowych procesów wymuszania normy seksualnej, dzięki czemu powstała subdyscyplina zwana socjologią queer . Jestem przekonany, że ten kierunek badawczy jest ważnym i koniecznym, nowym etapem rozwoju nie tylko polskiej socjologii, ale także polskiej humanistyki w ogóle. Uniwersytet bowiem jest zbyt ważnym dla kultury i dla społeczeństwa miejscem, by zgodzić się na konstruowanie w ramach dyskursu akademickiego teorii odwołujących się do wykluczeń, marginalizacji, stereotypów lub wręcz do kłamstwa. Studia queer są humanistyce potrzebne z tego samego powodu dla których potrzebne są studia nad Shoah, studia nad kolonializmem czy studia kobiece: skoro pod dachami uniwersytetów powstawały teorie usprawiedliwiające nienawiść i krzywdę, także pod dachami uniwersytetów muszą powstać teorie, które pomogą owe procedury odpowiedzialne za różne postacie niesprawiedliwości wykryć i zneutralizować.

Problem bowiem, z jakim przychodzi się nam dziś zmierzyć także w kontekście naszych Dni Kultury Lesbijek i Gejów to problem roli uniwersytetów we współczesnym polskim społeczeństwie. W odniesieniu do problematyki homoseksualizmu pytanie brzmi: czy polskie uniwersytety mają być przestrzenią, gdzie w ramach nienaukowego, wyznaniowo naznaczonego dyskursu teorii dewiacji szerzone mają być poglądy o tym, że homoseksualizm jest niezdrowy, nienormalny, zagrażający polskiemu społeczeństwu i niebezpieczny dla polskiej rodziny, czy też uniwersytet ma być przede wszystkim trybuną wolnego od nienawiści i uprzedzeń polilogu po pierwsze i cnót obywatelskich i demokratycznych po drugie, co w odniesieniu do homoseksualizmu oznaczać musi głoszenie po pierwsze aktualnego stanowiska nauki w tej sprawie, ukazującego homoseksualizm jako zdrową orientację seksualną oraz promującym idee tolerancji w obrębie zróżnicowanego społeczeństwa. Tolerancja, otwartość, życzliwość – te cnoty obywatela nowoczesnego państwa są tymi cnotami, które dla etosu uniwersyteckiego powinny być cnotami najważniejszymi że względu na dobro państwa, któremu wyższe uczelnie dostarczają kadr intelektualistów.

Uniwersytet nie może, w moim przekonaniu, uchylać się od obowiązku wspierania postaw otwartości, natomiast sprzyjanie wspomnianej wyżej teorii dewiacji i marginalizowanie dyskursu homofilnego uważam za smutne zapoznanie wielkiej kulturotwórczej roli uniwersytetu.

Teoria queer, której reprezentantem się mienię, w swym socjologicznym wydaniu jest teorią różnicy społecznej, a zatem teorią społeczeństwa zróżnicowanego, wielobarwnego, wieloświatopoglądowego, zmiennego. Socjologia bowiem, powołana do opisu przestrzeni interakcji intersubiektywnych, daje świadectwo temu, że świat społeczny podlega nieustannym zmianom, zaś jego mieszkańcy charakteryzują się tak ogromną różnorodnością postaw i zachowań, że nie może ich objąć i opisać żaden najbardziej nawet kompletny sondaż społeczny. Ta nieposkromiona zmienność przestrzeni społecznej uczy, że jedyną metodą na ustanowienie jakiegokolwiek ładu społecznego jest – jeśli odrzucamy, co do czego mam nadzieję wszyscy jesteśmy zgodni, przemoc – wielostronny dialog, czyli polilog. Poszukiwanie porozumienia okazuje się być z socjologicznego punktu widzenia jedyną drogą do ustanowienia sprawiedliwego ładu społecznego. Sądzę, że pożytek, jaki socjologii i całej refleksji humanistycznej niesie teoria queer można podsumować słowami, Jakie Zygmunt Bauman odnosi do socjologii: „Myślę, że jedną z najważniejszych zasług myślenia socjologicznego jest podważenie tezy, iż jakakolwiek interpretacja może być zupełnie i jedynie prawdziwa. Eksponuje ono wielość doświadczeń i form życia; pokazuje, że każda z takich form jest pewnym światem o własnej logice i własnych prawach, a zarazem wyszydza jako fałszywe wszelkie próby całkowitego zamknięcia się w sobie i zupełnej niezależności. Myślenie socjologiczne nie zamierza stawać na przeszkodzie przemianom ludzkich doświadczeń i ich wymianie, a wprost przeciwnie, chciałoby je ułatwić i usprawnić. Ponieważ przeciwstawia się wszelkim próbom „zamrożenia wiru” i opuszczania szlabanów granicznych, więc przyczynia się do mnożenia w świecie dwuznaczności. Z punktu widzenia władz, których obsesją jest zaprowadzanie porządków, socjologia jest składnikiem światowego „bezładu”, raczej problemem, niż rozwiązaniem. Wielkim pożytkiem, jaki socjologia może wnieść do ludzkiego życia i współżycia, jest wskazywanie na to, że wzajemne zrozumienie i tolerancja stanowią podstawowy warunek powszechne wolności. Socjologia może potężnie wesprzeć zrozumienie, z którego wyrasta tolerancja i tolerancję, która umożliwia zrozumienie. (...) Myślenie socjologiczne wspomaga sprawę wolności.”

Taka też jest i rola społecznej teorii queer na uniwersytetach: wspomagać sprawę wolności i tolerancji. Teoria queer informuje, że wszyscy podlegamy presji wymuszającej na nas heteroseksualne zachowanie, ale informuje także, że presji tej możemy się przeciwstawić oraz że dla ładu społecznego niezbędnym jest, jeśli heteroseksualna większość zrozumie i zaakceptuje fakt, że niektórzy chcą pozostać homoseksualni i chcą być wolni od owej heteronormatywnej presji. Teoria queer nie opisuje, kim są homoseksualiści, wiadomo bowiem, że nie stanowią oni żadne jednorodnej grupy w rozumieniu socjologicznym, poprzestaje jedynie na wskazania drobnych, rozsianych mechanizmów bezlitosnej przemocy wymierzonej przeciwko nim, przemocy niesprawiedliwej, przemocy niszczącej wolność i prawo do szczęścia. Taka teoria queer, uprawiana także w obrębie socjologii, wspomaga sprawę wolności, tolerancji i demokracji, a zatem pozostaje niesłychanie istotnym elementem budowania uniwersyteckiego, sprawiedliwego polilogu.

Jacek Kochanowski
[Homoseksualizm. Perspektywa interdyscyplinarna , red. K. Slany, B. Kowalska, M. Śmietana, Nomos, Kraków 2005.]