fbpx

Baba zabiera głos

Baba zabiera głos

Wg Krzysztofa Tchórzewskiego – kobiety w Polsce nie są dyskryminowane, gdyż same mogą wybrać: dzieci i rodzina albo kariera zawodowa. Akurat ten polityk wypowiedział się otwarcie w tej kwestii, ale jestem przekonana, że podobnego zdania jest duża część społeczeństwa, z politykami na czele.

Ograniczenie kwestii dyskryminacji kobiet do braku możliwości realizowania się w społeczeństwie poza gospodarstwem domowym, świadczy o braku zrozumienia jej istoty i specyfiki w polskich warunkach.
Byłam w szoku, czytając wypowiedź Pana Tchórzewskiego, gdyż on – jako reprezentant inteligencji polskiej – kompletnie nie rozumie problemu, a co więcej – uważa, że go w cale nie ma.
Jak, wobec tego, problemy kobiet – ewidentne i wymierne – mają być rozwiązywane w kraju, w którym ustawodawcy nie chcą ich nawet zobaczyć?

Przykre jest to, że podczas gdy Świat idzie naprzód, gospodarki się rozwijają i globalizują, kultury łączą i przenikają, świadomość społeczna rośnie, w kwestii równouprawnienia kobiet mentalność Polaka XXI wieku nie różni się prawie niczym od mentalności średniowiecznego mnicha. Ubrano ją w bardziej kolorowe szmatki, dopuszczono możliwość wyjścia z kuchni i powiedzenia tak lub nie w publicznej debacie, jednak wszystko to nie dla idei równości i przekonania, że jest to słuszne, tylko ze względu na poprawność polityczną, która zezwala grupom nacisku utrzymać swoje wpływy. Mam wrażenie, że każda inicjatywa kobiet na szerszą skalę, spotyka się z politowaniem, niewiarą i cynicznym uśmieszkiem ze strony nie tylko mężczyzn, ale też samych kobiet.

Przed kobietami nie zamyka się drzwi, ale pozwala przez nie wejść po cichu i na obowiązujących zasadach, a gdy ta, pomimo nieformalnych nacisków, wchodzi przez nie pewnym krokiem, z podniesioną głową i - nie daj Boże – próbuje wprowadzać jakiekolwiek zmiany, dostaje plakietkę: „amatorka–idealistka – trzymać się z daleka”.
Dopóki ta powszechna mentalność się nie zmieni, kobiety rzeczywiście nie mają czego szukać wśród decydentów rangi wyższej niż osiedlowa i samorządowa. Mężczyznom łatwiej jest utrwalać skostniałą konstrukcję tej mentalności, gdyż w niej tkwi ich siła. Kobiety same muszą wpłynąć na jej zmianę. Jednak żadna rewolucja nie przyniesie dobrych skutków. Taka zmiana, zanim nastąpi w skali ogólnospołecznej, musi nastąpić najpierw w świadomości samych kobiet i ich rodzin. Myślę, że powoli się dokonuje.

W moich oczach, w ciągu minionej dekady kobiety dokonały wielkiej przemiany – zrzuciły fartuch kuchenny i z wielką energią wskoczyły w strój służbowy, który po godzinach pracy zmieniają na strój fitness, a po treningu realizują się rodzinnie, niekiedy społecznie, artystycznie… Więcej uwagi przykładają nie tylko do wyglądu, ale do zdrowia fizycznego i psychicznego. Wydaje mi się, że mężczyźni w tym czasie zrobili dla siebie dużo mniej…
Najważniejsze jest jednak to, że kobiety nie robią tego, aby udowadniać mężczyznom, że są lepsze – po prostu zaczynają aktywnie żyć i wpływać na procesy, w których nie muszą już pozostawać anonimowe. Z pewnością ciężko jest zrozumieć mężczyznom, że zasady współzawodnictwa nie obowiązują wszędzie i wszystkich, dlatego wciąż porównują kobiety do siebie i bez głębszego zastanowienia dyskredytują ich ambicje.

Moim zdaniem, każda rozważna i merytoryczna inicjatywa kobiet ma szanse na powodzenie i pozytywne skutki, pod warunkiem, że nie będzie pretensjonalna i rewolucyjna. Zmiana mentalności musi bowiem przebiegać bez otwartej wojny, na drodze spokojnej, mądrej dyskusji i z konsekwencją.
W artykułach z tego cyklu przedstawię kobiety, które w tym procesie aktywnie uczestniczą oraz przyjrzę się reakcji otoczenia na ich działalność.