Artykuły

Miedziane obręcze Kayan

Miedziane obręcze Kayan
Etniczna biżuteria to nie tylko wprowadzające w zachwyt świecidełka, odnaleźć można i takie jej przykłady, które zamiast oczarowywać zdumiewają. Jakby nie było ozdoby obcych nam ludów to nierzadko i zupełnie obce kanony urody. I o ile niektóre z nich nie odstają mocno od tego, do czego na co dzień jesteśmy przyzwyczajeni, to zdarzają się również i takie pomysły, które nijak nie mieszczą się w głowie.
 
Lud Kayan to grupa zamieszkująca tereny północnej Birmy, a ostatnimi czasy wskutek konfliktów targających tamtejszymi rejonami, i pograniczne obszary Tajlandii. Prawdopodobnie społecznością tą nikt nie zaprzątałby sobie głowy, gdyby nie pewna, przyciągająca uwagę cecha – szczelnie oplecione miedzianymi obręczami, długie kobiece szyje. Zdjęcia niewiast z ludu Kayan zwanych też kobietami – żyrafami, powszechnie znane są na całym świecie. W Tajlandii osady tych birmańskich uchodźców przeistoczyły się w gwarne, turystyczne centra, które rokrocznie przyciągają pokaźne rzesze turystów. Odmienność zazwyczaj wzbudza zainteresowanie. Jakie tajemnice skrywają jednak te osobliwe ozdoby?
 
Miedziane obręcze to przybranie, które kayańskiej kobiecie towarzyszy niemal przez całe życie. Pierwsze oplatające szyję kręgi zakładane są już pięcioletnim dziewczynkom, później z upływem czasu liczba pierścieni wzrasta osiągając w okresie zamążpójścia wysokość 25 cm. Jeszcze większe wrażenie robi jednak waga tych zdobnych pierścieni – w przypadku pełnego zestawu dochodzić może ona bowiem i do 10 kg! W obiegowej opinii panuje przekonanie, że tak przystrojone szyje wskutek naporu miedzianych kręgów nienaturalnie się wydłużają. Nic bardziej mylnego! To nie szyja ulega rozciągnięciu – pod zbyt dużym ciężarem dochodzi do zniekształcenia obojczyka i zmiany ustawienia kąta ramion, co w efekcie wytwarza iluzję, iż przyjmuje ona żyrafią wręcz długość.    
 
Długa szyja to dziś kanon lokalnej urody. O początkach tej zdumiewającej praktyki niewiele jednak wiadomo. Jedne z teorii głoszą, że obręcze niegdyś pełnić miały przede wszystkim funkcję obronną. Kobiety w ten sposób chroniły szyje przed atakiem tygrysa, bądź cnotę przed zakusami mężczyzn z sąsiednich plemion. W kwestii tych ostatnich, to właśnie dziwnie wyglądające szyje odstręczać miały absztyfikantów, jako swego rodzaju anomalia ujmująca młodym pannom nieco urody. I na tym dociekania jednak nie poprzestają. Spotkać można i takie koncepcje, w myśl których nie realne bolączki a mitologiczne fascynacje kryją się za tą nietypową tradycją. To ponoć oczarowanie smokami, których nie brak w lokalnych opowiastkach skłonić miało kobiety do próby upodobnienia się do tych legendarnych stworzeń.
 
Miedziane obręcze w oczach tych, którym przyszło je nosić to nie tyle ozdoba, co wręcz integralna część ich własnego ciała. Raz założone właściwie nigdy swego miejsca nie opuszczają – nie ściąga się ich do snu czy kąpieli, od czasu do czasu z szyi znikają li tylko po to, by w chwilę później na miejsce ich nałożone mogły zostać większe ich następczynie. Kobiety przyzwyczajone do ich nieustannej obecności bez przyodziewku tego, jak same mówią, czują się nagie. Zresztą ta ciężka przecież oręż nie może ot tak, w jednej chwili zniknąć bez śladu. Osłabione mięśnie, gdy znów przejąć mają naturalne swe funkcje wymagają wyćwiczenia, na skórze pozostają też siniaki i niemożliwe do usunięcia przebarwienia. Likwidacja oplatającego szyję pierścienia niegdyś była wyrazem społecznego ostracyzmu – karą, która spotkać mogła cudzołożnicę. I pamięć o tym, nie pozostaje więc bez znaczenia.
 
Obecnie zakładanie obręczy to już coraz częściej nie kulturowy wymóg a kwestia wolnego wyboru. Trudno jednak mówić o suwerennych decyzjach w momencie, gdy dawny nakaz kulturowy skrzętnie zastąpiły nieugięte prawidła rynku. Wyciągnięte szyje birmańskich kobiet to dziś – zarówno w rodzimym kraju, jak i sąsiadującej z nim Tajlandii – dobrze spełniający swą funkcję turystyczny wabik. Przedstawiciele ludu Kayan przesiedleni do masowo odwiedzanych, pokazowych wiosek, tkwić mają w nich, niczym w zoo, po to, by zjawiających się tu przybyszy uraczyć należytą dawką egzotyki. Te osobliwe ozdoby to już zatem nie tyle sprawa samych kobiet czy plemiennych obyczajów, co biznes i to rangi państwowej. Przez jedną tylko osadę rokrocznie przewinąć potrafi się ponad 400 tys. turystów, którzy za takową atrakcję skorzy są całkiem dobrze zapłacić.
 
Stosowność wspierania tak rozumianej lokalnej kultury z pewnością daje do myślenia. Sposobem tym niektóre etniczne ozdoby, a tym bardziej sposób ich wykorzystania całkiem słusznie wzbudzają uczucia dalekie od oczarowania czy zachwytu. Jak okazuje się i zdobienie ciała może mieć różne oblicza! 

Piekiełko używa cookies i podobnych technologii

brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to czytaj więcej…

rozumiem