Artykuły

Kolonialne monety i skrząca chluba ludu Mapucze

Kolonialne monety i skrząca chluba ludu Mapucze
 Niezwykła biżuteria nieraz rozbłyska niczym kometa. Jak okazuje się za etnicznymi ozdobami nie zawsze stać musi długa tradycja, której początki nikną w gęstych mrokach historii. Zdarza się i tak, że intrygujące, oryginalne ozdoby nagle pojawiają się i znikają. Po tych najbardziej niezwykłych pozostają unikatowe egzemplarze szczelnie zamknięte w muzealnych salach oraz pamięć!
 
Spowita w czerń kobieca postać. Czarny kepam – szczelnie, nieco na kształt tuniki okrywający całe ciało, na plecach czarna peleryna zwana tu ukulla, do tego przenikliwie mieniące się, srebrne ozdoby. Srebro to symbol lunarny kojarzony z księżycem, mrokiem i kobiecością. O intrygujących ozdobach ludu Mapucze mówi się nieraz, że są to łzy księżyca bądź księżycowe wafle. Malownicze porównanie pasuje jak ulał. Kobiety odziane w tradycyjne stroje i lśniące metalowe klejnoty przywołują na myśl usiane skrzącymi gwiazdami nocne niebo.
 
Mapucze, znani też jako Arukanie, to jedno z indiańskich plemion zamieszkujące górskie, andyjskie tereny na obszarze południowo-środkowego Chile i Argentyny południowo-zachodniej. Już przed wiekami przylgnęła do nich łatka żarliwych, zaciekłych wojowników. Nic dziwnego skoro niemal od zawsze walczyć musieli o swoje, o ziemie przodków i o własną niezależną egzystencję. Wpierw zmagać przyszło im się z inkaskim imperium, potem z hiszpańskimi konkwistadorami i ichniejszą kolonią – Wicekrólestwem Peru. Pierwszy królewski gubernator Chile – Pedro de Valdivia – mapuczańską waleczność poznał na własnej skórze. Valdivia kontynuując swe podboje, w miejscowości Tucapel niespodziewanie natknął się na zaciętą obronę wystosowaną przez lokalnych Indian. Konkwistadora schwytano, a legendarny wódz Mapucze o imieniu Lautaro przed nadzianiem nieszczęśnika na pal związał go i chcąc poskromić jego niezasycone pragnienie napoił roztopionym złotem.
 
W czasach poprzedzających hiszpańską inwazję Arukanie przetwarzaniem metalu, a tym bardziej jubilerstwem praktycznie w ogóle się nie parali. Dopiero później atakując hiszpańskie placówki, poza uprowadzanym bydłem i końmi zdobywać zaczęli też srebrne monety, liturgiczne przedmioty czy stołowe zastawy. Nietypowym tym łupem trzeba było jakoś się zająć. Lokalni rzemieślnicy metodą prób i błędów odkryli w końcu jak trofea te przetworzyć na coś bardziej przydatnego. Tak powstawać zaczęły pierwsze ozdoby, które w udziale przypadły wodzowskim żonom. 
 
Biżuteria wytwarzana przez Mapucze to nie finezyjna ornamentyka i wyszukane wzory, które wyszły spod rąk prawdziwych mistrzów złotniczego fachu. To prostota i niemal ascetyczny wygląd są tym, co w tych etnicznych ozdobach ujmuje najbardziej. Sporych rozmiarów cienkie dyski i prostokąty plus łańcuchy – to w zasadzie podstawa, która w różnorakich kombinacjach tworzy tutejsze klejnoty. Blask i dźwięk to też istotna sprawa! Ten pierwszy to słoneczne promienie, które ujmująco igrają na dużych srebrnych powierzchniach, drugi to delikatne pobrzękiwania i dzwonienie, jakie ozdoby te wydają przy każdym niemal ruchu. Zresztą to nie tylko muzyka przyjemna dla uszu, ale i sprawiająca, że nieżyczliwe duchy mają się na baczności. 
 
Mężczyźni srebrnych zdobień używali rzadko, głównie do upiększania koni, który to zwyczaj iście arabski, zapożyczyli od hiszpańskich przybyszy. Kobiety przeważnie na specjalne okazje, na wszelakie święta czy wyprawy do miasta z nieskrywaną dumą wkładały swe skarby. Wielkie kolczyki – chaguai, trailonco – złożone z drobnych blaszek, niczym łańcuszek z monet okalające głowę czy tupu – szpilka zakończona dyskiem, którą jak guzikiem, najczęściej na ramieniu spiąć można było okalające ciało materiały. To dzięki tym szykownym zdobieniom mapuczańskie niewiasty czuły się odświętnie i bezpiecznie. Srebrne błyskotki i te kobiece, i końskie to również podstawa ślubnego wiana i posagu. Zdecydowanie były więc do kosztowności świadczące o bogactwie i prestiżu.
 
Rozkwit biżuteryjnego fachu wśród ludu Mapucze to w zasadzie  XVIII i XIX w., czyli zaledwie dwa stulecia. Jak na ludową tradycję to niewiele. Na początku XX wieku znikać zaczęły chilijskie monety, znikać zaczął też sam lud Mapucze. Sukcesywnie odbierano im kolejne rodzime ziemie zmuszając do emigracji bądź życia w rezerwacie. Wielu w poszukiwaniu źródła dochodu przeniosło się do miast. Inni, choć wciąż na wiejskich terenach dawne zwyczaje przodków z biegiem czasu zastępować zaczęli bardziej dostosowanymi do współczesności innowacjami. Retrafes – arukańskich złotników prawie już nie ma. Ostali się tu i tam, ci którzy dawne ozdoby produkują dla przyjezdnych spragnionych oryginalnych, srebrnych pamiątek. To już jednak nie to samo. Niegdysiejsze dzieła ludu Mapucze przetrwały w muzeach, w prywatnych kolekcjach i w niektórych z wiosek w okolicach Temuco. Tam wciąż ujrzeć można mapuczańskie kobiety, te odziane w ciemne stroje i dumnie skrzącą biżuterię.

Piekiełko używa cookies i podobnych technologii

brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to czytaj więcej…

rozumiem