Inadane – tuarescy zaklinacze srebra

Inadane – tuarescy zaklinacze srebra
Tuareska, etniczna biżuteria to ujmująca fuzja srebrnej elegancji i misternie grawerowanych wzorów. To majstersztyk jubilerskiego fachu, w którym gustowność i wyczucie smaku niepodzielnie panują wraz z unoszącą się gdzieś ponad nimi nutką tajemnicy. To w końcu klucz do skrawka niezwykłego lądu, promień rzucający strugę światła na zwyczaje Inadane – intrygującą grupę tuareskich rzemieślników.
 
Niedostępne połacie piaszczystej Sahary od wieków intrygowały europejskich przybyszów. Jednak nie tylko dziki, obcy krajobraz magnetycznie przyciągał uwagę wędrowców, również Tuaregowie – owiani tajemnicą, berberyjscy koczownicy umiejętnie rozpalać potrafili dobrze już udomowioną, europejską wyobraźnię. Wieczni tułacze o otulonych woalem twarzach oraz wielbłądzie stada niespiesznie zanurzające się w skrytą hen za horyzontem otchłań. Ci „szlachetni wojownicy pustyni”, „błękitni ludzie Sahary” idealnie wpisali się w romantyczny mit o wolnych niczym wiatr awanturnikach. Ta przyszyta grubą nicią gęba bajronicznych bohaterów wciąż nie chce się odkleić. Dziś zmitologizowane wyobrażenia coraz częściej przeplatają się jednak i z innymi obrazami tej niezwykłej grupy. Tuareska, etniczna biżuteria, znana i podziwiana również poza rodzimymi kręgami, nie tylko zachwyca swym czarem, ale i cichaczem szepce co nieco o wytwarzających ją Inadane.
 
Nie każdy członek tuareskiej wspólnoty zabrać mógł się do rzemieślniczej pracy. To nawet nie tyle kwestia posiadanych umiejętności, co nieugięta dyktatura społecznych zasad. W tradycyjnym wydaniu podziałem ról rządził zawsze zbiór jasno określonych reguł – to on wytyczał granice, poza które nie można było wykraczać. Inadane to tuarescy rzemieślnicy, potomkowie czarnych mieszkańców Sahary, którzy na terenach tych rezydowali na długo przed inwazją berberyjskich plemion. Bielsi najeźdźcy sukcesywnie podporządkowywali sobie tubylcze grupy – wpuszczali je w swe kręgi zachowując jednak znacznie wyższą od nich pozycję. Status Inadane nie był tak zły, jak położenie niewolników, niemniej jednak, w myśl prawideł feudalnego świata ściśle wpleceni zostali oni w gęsto tkaną sieć wzajemnych filiacji. I choć w ustnych przekazach nie brak opowieści o przyjaźni jaka łączyła rzemieślnika i jego pana, to sytuacja nigdy nie wzbudzała wątpliwości – jasnym było, kto w tym tandemie rządzi.
 
Rzemieślnikiem nie można było więc ot tak sobie zostać – Inadane trzeba było się urodzić. Wdrażani w tajniki profesji chłopcy przyuczanie do zawodu zaczynali koło siódmego roku życia. Wówczas to puszczali fałdy maminej spódnicy i coraz częściej krążyli po domowych pracowniach – parzyli herbatę, sprzątali, wykonywali proste, warsztatowe prace, przede wszystkim zaś bacznie obserwowali ojców, wujów i starszych braci. W wieku piętnastu lat właściwie uznać można ich było za rzemieślniczych mistrzów – intensywna praktyka robiła swoje.
 
Bez rzemieślników koczownicze życie Tuaregów z pewnością ległoby w pustynnym pyle. To oni wytwarzali wszystkie, niezbędne do funkcjonowania przedmioty. Począwszy od namiotów i toreb, poprzez siodła, tarcze i miecze, aż po ceramikę, muzyczne instrumenty i biżuteryjne ozdoby. I na tym jednak nie koniec! Inadane od wieków dzierżyli nie tylko konkretny fach w rękach, byli też depozytariuszami rozległej wiedzy. Garncarz czy stolarz nierzadko bywał więc i muzykiem, nauczycielem, doradcą z dyplomatycznym zacięciem, lekarzem, weterynarzem, fryzjerem, a nawet magiem. W kwestii podstawowych profesji najwyższym poważaniem od zawsze cieszyli się jednak jubilerzy.
 
Wytapianie metali to w wielu kulturach  doświadczenie niemal religijno-magiczne.  To ingerencja w rytm czasu i przyrody, kreacja na miarę boskiego geniuszu! Umiejętności poskromienia żywiołu ognia i zmiany stanu materii automatycznie wzbudzają podziw i uznanie okraszone zawsze pokaźną dawką strachu. Nic więc dziwnego, że tuareskim jubilerom przysługiwał szczególny rodzaj szacunku.
 
W tradycyjnym wydaniu tuareska biżuteria to wyroby w całości wykonywane ze srebra. Złoto słynęło ze swych szkodliwych właściwości, żelazo zbyt łatwo wdawało się w konszachty z ciemnymi mocami. Niegdyś proces wytwarzania ściśle związany był ze sprecyzowanymi, kulturowymi wymogami – to płeć, status materialny i pozycja społeczna ściśle określały dobór ozdób, po które sięgać mogła jednostka. Dziś większość lokalnych wyrobów trafia na zagraniczne rynki, zmieniają się materiały, z większą dowolnością dobierane są wzory, przemianie ulega więc i pozycja samych jubilerów. To oni, w czasach dotykającej Tuaregów społecznej transformacji, mają się najlepiej. Przyzwyczajeni do osiadłego trybu życia, z porządnym fachem w dłoni i wysmakowanym gustem dziełami swymi oczarowują już nie tylko najbliższych. Tej niezwykłej, orientalnej biżuterii warto przyjrzeć się z bliska!

Biżuteria turkmeńska - kolczyki, naszyjniki, bransoletki